cze 11

W związku ze zbliżającymi się wyborami Prezydenckimi zamieszczamy listę komisji wyborczych na Osiedlu Karpackim.



Do komisji wyborczych są przypisane ulice Osiedla Karpackiego. Chcąc oddać głos w wyborach należy odnaleźć swoją ulicę wraz z numerem. Ulica będzie przypisana do danej komisji.
Wszystkie komisje wyborcze na Osiedlu Karpackim są rozmieszczone w Szkole Podstawowej nr 37 więc w razie pomyłki w wyborze komisji będzie można szybko przejść do innego numeru komisji w której będziemy w stanie oddać swój głos.
wybory_0

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0 (from 0 votes)
Ilość wyświetleń :1246

Autor Administracja

cze 01

Pracują lub pracowały w bielskim Kauflandzie. Ten ładnie położony hipermarket na osiedlu Karpackim, z górami w tle, nie kojarzy się im jednak dobrze. Ania, Agnieszka i ich koleżanki postanowiły przerwać milczenie i opowiedzieć o pracy, która była i jest dla nich koszmarem…


Ania Radomska trzy lata przepracowała w Kauflandzie jako kasjerka. Jest matką samotnie wychowującą dziecko. Mówi, że szczególnie ciężko było jej wtedy, gdy dziecko chorowało, a nie było nikogo kto by się mógł nim zaopiekować, gdy ona była w pracy.

– Nie mogłam skorzystać z opieki nad dzieckiem, bo byłam straszona zwolnieniem – wspomina Ania Radomska.

Czuła, że zbierają się nad nią czarne chmury. W zeszłym roku trochę chorowała, choć zapewnia, że było to raptem kilkanaście dni w ciągu roku. Ale choroby w Kauflandzie, jak mówi Ania, nie są w ogóle tolerowane.

Kasjerki typują…

– W grudniu zeszłego roku było zebranie kasjerek – opowiada Ania Radomska – na którym kierowniczka, Katarzyna Wanke, z góry oświadczyła, że zostanie zwolnionych sześć osób za L4. Słyszały to wszystkie kasjerki, które tam były. Wymieniła sześć osób, które najczęściej chorowały i stwierdziła, że te osoby są przewidziane w pierwszej kolejności do zwolnienia – mówi Ania, dodając, że jej nazwisko znalazło się wtedy na liście. To było ostrzeżenie. – Następne zebranie było takie – kontynuuje Ania Radomska – że pani kierownik, Katarzyna Wanke, kazała każdej kasjerce wziąć kartkę i długopis, i tak jak siedziały w kółeczku, patrząc każdej w oczy, powiedziała, że każda ma osobiście wytypować kilka koleżanek do zwolnienia.

W marcu tego roku Ania Radomska zachorowała na zapalenie oskrzeli. Zaryzykowała, poszła do lekarza. Ten bez chwili namysłu wypisał jej zwolnienie. Po miesiącu dostała wypowiedzenie. Teraz jest bez pracy.

Z sześciu dziewczyn, które znalazły się na grudniowej liście, trzy już nie pracują. Nie wiadomo, która będzie następna. W powietrzu stale wisi groźba trzech dalszych zwolnień.

– Dziewczyny są tak zastraszone, znerwicowane, że boją się za siebie spojrzeć – opisuje atmosferę pracy w Kauflandzie Ania Radomska. – W ogóle nie ma mowy o pójściu na L4, choćby to wiązało się z gorączką, kaszlem, katarem. Dziewczyny śmieją się, że dobrze, że pod ręką jest apteka, bo takie wykupują ilości relanium – dodaje.

Ania mówi, że regułą jest, że dziewczyny, które chorowały i wróciły z L4, od razu trafiają na kasę 11. Nasza rozmówczyni nie ma wątpliwości, że jest to rodzaj kary. „Jedenastka” to najbardziej oblegana kasa, z której praktycznie nie można zejść, jedyna gdzie klienci mogą zapłacić np. rachunek za prąd czy doładować telefon.

„Nie widzisz co się dzieje, jakie są kolejki?”

Inna rzecz, która była dla Ani nie do zniesienia, to brak możliwości wyjścia za potrzebą. A takie sytuacje się zdarzały ilekroć do wszystkich kas ustawiały się kolejki, czyli – co podkreśla Ania – często. Ania wyjaśnia, że kasjerki na swojej zmianie nie mają zmienniczek. Zatrudnienie dodatkowych osób zwiększyłoby przecież koszty, a koszty w Kauflandzie się tnie…

– W okresie przedświątecznym wyglądało to tak, że na kasie siedziało się bez przerwy osiem godzin – przybliża Ania Radomska. – Gdy któraś chciała pójść do toalety, przybiegał ktoś z nadzoru kasowego z krzykiem: Gdzie idziesz, nie widzisz co się dzieje, jakie są kolejki? – Ania wspomina, że niektóre dziewczyny nie tego wytrzymywały: – Jesienią zeszłego roku na stoisku z alkoholem, gdzie też nie można zejść ze stanowiska, bo jest tylko jedna kasa, pewna starsza pani, kasjerka, z tego powodu, że nie mogła pójść do ubikacji, nagle poczuła się słabo, i zwymiotowała na klientów.

Podpaść nietrudno

Agnieszka Słowik także nie pracuje już w Kauflandzie. Wcześniej miała tam posadę biurową – na informacji, w Dziale Obsługi Klienta. Lubiła tę pracę i sama była lubiana przez przełożonych. Ale do czasu. Mówi, że podpadła z powodu opieki nad dziećmi, tak jak Ania Radomska.

– Mam dwoje dzieci i znalazłam się w takiej sytuacji, że potrzebowałam dwóch dni opieki – opowiada Agnieszka. – Nie miałam z kim zostawić dzieci. I wtedy usłyszałam od kierowniczki, pani Katarzyny Wanke: Czy ty sobie zdajesz sprawę, że nie ma cię kto zastąpić? Znajdź sobie zastępstwo, i wrócimy do tematu. Odpowiedziałam, że to nie mój problem, że to nie ja jestem kierowniczką, i nie ja odpowiadam za organizację pracy. Rozmawiałam z kierowniczką w kasie głównej. Nie pozostawiła mi złudzeń. Powiedziała, że jeżeli wezmę te dwa dni opieki, to mogę już nie przychodzić do pracy. Powiedziała to przy wszystkich kasjerkach, które czekały na swoje kasetki – wspomina Agnieszka Słowik.

Mimo to Agnieszka się nie ulękła. Gdy wróciła do pracy, okazało się, że od tej pory ma pracować tylko na kasie. Z grafiku wynikało, że dostała same tzw. środkowe godziny, szczególnie nie lubiane przez kasjerki. Poza tym, jak sama ocenia, doświadczała szykan ze strony przełożonych. Agnieszka Słowik uważa dziś, że to wszystko robiono rozmyślnie, by zmusić ją do odejścia. I to się udało – komentuje, pięć miesięcy temu złożyła wypowiedzenie.

„Banda matołów”

Agnieszka i Ania nie pracują już w Kauflandzie. Ale zostały tam ich koleżanki. Z nimi też rozmawiamy. I choć chcą zachować anonimowość, wszystko potwierdzają. Opowiadają, że problem dotyczy nie tylko kas, i że nie lepiej jest w innych działach, na przykład w dziale spożywczym.

– Ostatnio gdy próbowałam wyjść z pracy po ośmiu godzinach – mówi jedna z naszych rozmówczyń – kierowniczka powiedziała mi, bardzo zdziwiona: To ty już wychodzisz? Przecież półki są puste! I ty to tak zostawiasz i idziesz?

Inna dodaje: – Zgodnie z obowiązującymi normami, według Państwowej Inspekcji Pracy, mamy możliwość przeniesienia 80 kg w ciągu godziny. A my w ciągu dnia przerzucamy może z 10 ton. Cały czas od kierowniczki słyszy się: Szybciej, więcej, bo nie zdążycie, ruszcie się, bo nie będzie dalej pracować z matołami, i że ona ma już dość pracy z bandą matołów.

„Sieciowcy”

Z Agnieszką, Anią i z ich koleżankami, które nadal pracują w Kauflandzie rozmawialiśmy w jednej z bielskich kawiarni. Co ciekawe, dziewczyny nie były sfrustrowane. Jeżeli już, to raczej można mówić o gniewie. Poza tym są pogodne i często się śmieją. Mówią, że nie chcą tego tak zostawić. Niedawno głośno było w Polsce o Stowarzyszeniu „Sieciowcy”, utworzonym przez byłych i obecnych pracowników Kauflandu i innych sieci handlowych, którzy uważają, że ich skrzywdzono, i którzy postanowili się bronić razem. Dziewczyny nawiązały z nimi kontakt. My dotarliśmy do nich już za pośrednictwem „Sieciowców”.

– Chodzi nam o pomoc nie tylko dla tych pracowników, którzy już nie pracują i mają jakieś roszczenia wobec Kauflandu, ale także o tych, którzy tam zostali, i dalej są traktowani jak śmiecie – mówi o celach „Sieciowców” Ania Radomska. Stowarzyszenie udziela jej wsparcia w sprawie sądowej, którą wytoczyła Kauflandowi w związku z niewypłaceniem dwumiesięcznej odprawy po rozwiązaniu umowy o pracę. – „Sieciowcy” powstali po to, żeby bronić takich ludzi jak my – dodaje obecna pracownica bielskiego Kauflandu – uciśnionych i zastraszonych. Nie tylko w Kauflandzie, wszędzie, we wszystkich sieciach handlowych, gdzie pracownicy padają ofiarą wyzysku i mobbingu.

Na razie dziewczyny zaczynają się organizować. Później zamierzają rozwinąć działalność „Sieciowców” w Bielsku-Białej.

– Można już się z nami skontaktować mailowo, wysyłając wiadomość na adres: stowarzyszenie.sieciowcy.bielsko@gmail.com. Na pewno odpowiemy – zapewniają dziewczyny.

Kaufland zaprzecza…

W ubiegły wtorek zapytaliśmy dyrekcję bielskiego Kauflandu o zarzuty stawiane przez nasze rozmówczynie. Odpowiedź przyszła wczoraj wieczorem. Podpisał się pod nią Marcin Knapek, rzecznik prasowy Kaufland Polska Markety. A oto jej treść:

„W wyniku Pana zapytania przeprowadziliśmy ze wszystkimi pracownikami działu kas rozmowy oraz ankietę prosząc o ustosunkowanie się do zarzutów zawartych w Pana zapytaniu. Żaden z zarzutów nie został potwierdzony przez któregokolwiek z dwudziestu dwóch pracowników. Na podstawie relacji pracowników sytuacja przedstawia się następująco:

– nigdy nie padło stwierdzenie, że ktokolwiek zostanie zwolniony z powodu przebywania na zwolnieniu lekarskim,
– nie jest prawdą, jakby ktokolwiek musiał wypisywać na kartce nazwiska osób przeznaczonych jego zdaniem do zwolnienia,
– przełożona pani Anny Radomskiej nie groziła jej zwolnieniem z pracy z powodu skorzystania z urlopu,
– nie jest prawdą, jakoby odmawiano pracownikom korzystania z toalet podobnie jak nigdy nie zdarzył się przypadek zasłabnięcia pracownika i wymiotów z powodu braku możliwości skorzystania z toalety,
– kasa nr 11 jest taką samą kasą, jak inne kasy i praca na tym stanowisku nie jest bardziej uciążliwa, niż na innych tego rodzaju stanowiskach,
– ani w trakcie kontroli Państwowej Agencji Pracy ani w trakcie kontroli wewnętrznych nie stwierdzono ani jednego przypadku dźwigania towarów cięższych, niż przewidują przepisy BHP,
– nie jest prawdą, aby pani Katarzyna Wanke zwracała się do swoich podwładnych używając inwektyw, co potwierdziła kontrola Państwowej Agencji Pracy.

Warunki pracy w bielskim markecie były szczegółowo badane w trakcie długotrwałej kontroli przeprowadzonej przez Państwową Agencję Pracy. Inspektorzy przeprowadzili nawet anonimową ankietę wśród pracowników dotyczącą między innymi warunków pracy, kontaktów interpersonalnych, stosowanej krytyki, mobbingu i molestowania. W wyniku kontroli nie stwierdzono żadnych zachowań opisanych przez Pana w zapytaniu prasowym”.

źródło: www.super-nowa.pl

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0 (from 0 votes)
Ilość wyświetleń :481

Autor Administracja

maj 28

Karpackie w szklanym oku

kamery

Od pół roku na terenie osiedla Karpackiego działa sześć kamer miejskiego monitoringu. To jednak wciąż za mało. Na założenie kolejnych trzeba przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych, a to i tak kwota tylko sprzętu, jaki trzeba będzie zainstalować. Koszt jednej takiej kamery to ponad 12 tysięcy złotych. A to nie wszystkie wydatki.


Kolejne fundusze potrzebne są na przyłączenie nowych kamer do systemu monitoringu.

– Sponsorów, którzy zdecydowani są kupić kamery mamy – zapewnia Antoni Kruczek, szef Rady Osiedla Karpackiego. Na razie kamery działają na ul. Doliny Miętusiej 3 oraz 21, Morskie Oko 25, Matusiaka 7, Zaruskiego 9 i w okolicach szkoły. Kolejne potrzebne są na jednostce A, w okolicach kiosków, a także przy nowym placu zabaw, popularnie zwanym przez mieszkańców „na górce”i u zbiegu ulic Zajazdowej i Filomatów.
Mieszkańcy osiedla przyznają, że od kiedy są kamery, to w tych miejscach zrobiło się bezpieczniej.

– Mogę spokojniej wychodzić wieczorem z psem. Nie boję się, że pobiją mnie jakieś łobuzy – mówi pan Staszek, 75- letni mieszkaniec Karpackiego. – Dobrze też, że coraz częściej widzę patrole policji i straży miejskiej – dodaje.

Problem polega jednak na tym, że łamiący prawo z miejsc, gdzie są kamery, przenieśli się na obrzeża osiedla, gdzie straż miejska nie może ich obserwować.

– Trzeba zamontować przynajmniej pięć kamer, żeby bezpiecznie poczuć się na całym osiedlu – podkreślił Kruczek.

źródło: www.super-nowa.pl

Naszym zdaniem problem nie polega tylko na ilości kamer ale także nad ich obsługą.
Dowiedzieliśmy się że w bielsku jest ponad 40 kamer a obsługują je tylko dwie osoby (straż miejska). Wychodzi na to że na jednego pracownika straży miejskiej przypada 20 kamer. Przy takiej ilości obrazów pokazywanych na monitorze i przełączaniu między nimi, jest łatwo coś przegapić.

Przypomnimy że jeszcze 2-3 miesiące temu przy ulicy Doliny Miętusiej 3 (pod samą kamerą) co kilka dni mogliśmy zobaczyć przewróconą skrzynię elektryczną (sterującą), która była powalona na ziemi.
Dokonał tego ktoś pod samą kamerą ! Skrzynia ta waży ok 20-30 kilogramów więc nie jest możliwe żeby została przewrócona przez wiatr czy zwierzę (*np psa).
Skrzynia kilka dni stała w pionie (tak jak powinna) a następnie kilka dni leżała przewrócona na ziemi.
Sytuacja powtarzała się kilka razy i to pod samym okiem kamery.
Czy to wpływ braku monitorowania wszystkich kamer na bieżąco ? (na to pytanie odpowiedzmy sobie sami)

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0 (from 0 votes)
Ilość wyświetleń :957

Autor Administracja

maj 24

festyn_11

W dniu 23.05.10 na forum sportowym Szkoły Podstawowej nr 37 odbył się czternasty Festyn Rodzinny. W tym roku pod hasłem: „W górach jest wszystko co kocham”.
Organizatorami festynu były wspólnoty Oazy dziecięcej i młodzieżowej działające przy naszej Parafii.
Program festynu był pełen atrakcji, m.in.: przedstawienia przygotowane przez dzieci, kabarety w wykonaniu młodzieży, quiz wiedzy o górach, zabawy dla dzieci, a na koniec występ zespołu „Dom o zielonych progach”.

W trakcie trwania festynu można było wziąć udział w loteriach fantowych dla dzieci i starszych, w których każdy los wygrywał, a także w loterii głównej, której losy wraz z cegiełkami były sprzedawane po Mszach świętych jak i w czasie trwania festynu.
Nagrodami w loterii głównej były m.in.: kurs prawa jazdy, ufundowany przez Ośrodek Szkolenia Kierowców p. Józefa Wieczorkowskiego, wycieczki do Włoch i do Wrocławia, loty szybowcem, rower miejski, kurs językowy, kursy tańca towarzyskiego i inne.
Uczestnicy festynu mogli spróbować wielu przysmaków na stoiskach z goframi, deserami, ciastami, napojami, chleba ze smalcem czy grillem. Festyn został zorganizowany w celu zebrania środków na dofinansowanie wakacyjnych wyjazdów rekolekcyjnych dzieci i młodzieży.
W festynie uczestniczyło kilkaset osób z całego osiedla.A w ciągu całego trwania festynu udział brało ponad 1000 osób.

Portal Karpackie.Info uczestniczył w festynie – prezentujemy nasze zdjęcia:

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0 (from 0 votes)
Ilość wyświetleń :572

Autor Administracja

maj 21

Na stronie Portalu Super-Nowa osiedle Karpackie znowu tematem jeden w dziale o Bielskich osiedlach.
Ostatnimi czasy mieszkańcy osiedla masowo „donoszą” portalowi Super-Nowa o dokonaniach na naszym osiedlu.

drzewo2

W maju Super-Nowa opublikowała 4 tematy o Osiedlu Karpackim w tym 3 negatywnie opisujące osiedle.
Zaczynając od kontrowersyjnego pomysłu karającego kierowców parkujących na trawnikach, przez straszące place zabaw aż do ostatniej wiadomości o „ekologicznym bandytyzmie” na Karpackim.

Poniżej cytujemy temat z strony portalu Super-Nowa

„Od wielu lat na os. Karpackim (…), prywatne firmy dokonują przycinki drzew i krzewów niezgodnie z ustawą o ochronie przyrody, pozostawiając po dorodnych drzewach kikuty i ogołocone pnie. Na wskutek tego przyrodniczego barbarzyństwa ludzi pozbawia się potrzebnego do życia tlenu, a ptactwa naturalnych siedlisk”.

To fragment e-maila, który niedawno nadszedł na redakcyjną skrzynkę. Z jego autorem i naszym Czytelnikiem wybraliśmy się na spacer po osiedlu Karpackim, aby ocenić rozmiar problemu. Przechadzkę rozpoczynamy obok kościoła przy ulicy Doliny Miętusiej. Faktycznie, stojące nieopodal drzewa nie przedstawiają ciekawego widoku.

– Powinno przycinać się korony a nie pnie. Poza tym miejsca po obciętych fragmentach powinny być zabezpieczone. Okalecza się dorosłe drzewa, tymczasem te, które wrastają w ogrodzenie i je niszczą nie są wycinane – kontynuował nasz rozmówca pokazując na młode drzewko, które pracowicie puszczało pędy pomiędzy oczka siatki ogradzającej pobliski parking.

Idziemy kawałek dalej. Przy bloku oznaczonym numerem 21. ta sama sytuacja.

– Tutaj jest przedszkole. W ten sposób pozbawia się dzieci tlenu. Drzewa zostały przycięte, aby nie zasłaniały kamer monitorujących bank i sklep. To przecież instytucje prywatne. Dlaczego z naszych pieniędzy mamy dokładać do ich bezpieczeństwa. Nie lepiej skierować kamery na pobliski plac zabaw, który regularnie niszczą wandale, a drzewa pozostawić nietknięte? – zastanawia się nasz rozmówca.

Zdjęcia wykonane podczas spaceru wysłaliśmy do Małgorzaty Mojżyszek, dyrektorki Zieleni Miejskiej w Bielsku-Białej, aby oceniła czy drzewa są przycięte prawidłowo, czy też na osiedlu faktycznie miało miejsce ekologiczne barbarzyństwo. – Moim zdaniem drzewa są przycięte prawidłowo – odpisała. Poniżej pełny tekst odpowiedzi.

„W przypadku drzew starych takich jak topole, klony srebrzyste i jesionolistne i innych szybko rosnących i kruchych pomijając całkowite usunięcie w zasadzie brak lepszego rozwiązania niż silne cięcie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby stopniowe redukowanie koron prowadzone systematycznie zanim drzewa się rozrosły, na to jednak za późno. Kilkudziesięcioletnie drzewa po cięciu nie wyglądają naturalnie, ale drzewa na fotografiach w niedługim czasie z uśpionych pąków wypuszczą nowe zdrowe gałęzie. Moim zdaniem cięcie tych drzew jest prawidłowe.
Generalnie zanim posadzimy drzewo trzeba wziąć pod uwagę jego wymagania siedliskowe szybkość wzrostu i żywotność, aby po latach nie było problemów.”

drzewa1

– O centrum miasta dba się bardzo, a co z jego peryferiami? Jak wyglądają nasze strumienie? Pełno w nich śmieci. Nasze trawniki są rozjeżdżone przez samochody. W barbarzyński sposób okalecza się drzewa. W naszym mieście zaczyna brakować równowagi pomiędzy przyrodą a człowiekiem – mówi Czytelnik.

źródło:
www.super-nowa.pl

VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.17_1161]
Rating: 0 (from 0 votes)
Ilość wyświetleń :648

Autor Administracja



Kopiowanie materiałów zabronione !

© 2012 – Karpackie.info